Wizja Siostry z Krakowa

Wizja Siostry z Krakowa

W niedzielę 14 sierpnia 2016, podczas uwielbienia w zborze Eklezja miałam wizję, która, moim zdaniem dotyczy całego zboru. Uwielbiałam Boga i modliłam się o ochronę i bezpieczeństwo dla siebie oraz dla mojej córki, która kilka dni później miała lecieć na staż do Norwegii. Nagle zobaczyłam nad głową pióra. W pierwszej chwili pomyślałam, że może to skrzydła anielskie, ale były zbyt duże. Nie okrywały tylko mnie, lub mojej córki, ale były nad całą salą, nad wszystkimi zgromadzonymi na nabożeństwie.  Było to coś w rodzaju okrycia z białych, lśniących, miękkich piór. Czułam ich miękkość, gdyż znajdowały się jakieś pół metra nad naszymi głowami. Nie było widać gdzie się kończą, więc uznałam, że jesteśmy okryci skrzydłami Boga. Mogliśmy swobodnie oddychać, te skrzydła w żaden sposób nas nie przytłaczały, tylko osłaniały i otulały to miejsce. Pod nimi było jasno. Wiedziałam, że jesteśmy bezpieczni i poczułam, jak zniknął wszelki lęk i niepokój, które wcześniej odczuwałam. Przypomniało mi się jak w Psalmie 91 jest napisane: „Piórami swymi okryje cię.” Jakieś 10-15 sekund później grupa prowadząca uwielbienie zaczęła śpiewać pieśń, właśnie na temat Bożej ochrony.

 

Siostra z Krakowa

Świadectwo o Jezusie i cenzura

Świadectwo o Jezusie i cenzura

W książkowej historii radiowej „Trójki” Marcina Gutowskiego (Trójka z dżemem – palce lizać! Biografia pewnego radia) można przeczytać o pewnym zdarzeniu z czasów głębokiego PRL.

Do Trójki mogli już dzwonić radiosłuchacze, jednak prowadzenie audycji na żywo z ograniczeniami cenzury było wyższą sztuką i czasami zdarzały się wpadki.

Tego dnia tematem audycji było – „kto jest dla mnie wzorem?”. Jeden ze słuchaczy, który zadzwonił pod koniec audycji bardzo ciekawie opowiadał o kolejnych ludziach, w których upatrywał wzoru do naśladowania. Gdy zegar dobiegał ostatnich sekund przed końcem audycji, słuchacz skończył słowami, że po tylu poszukiwaniach w końcu znalazł – tym kogo chce naśladować jest Jezus Chrystus – słowa te poszły na cały kraj. Redaktor prowadzący nie mógł już niczym odkręcić tego, co zostało powiedziane z powodu braku czasu. Załamany redaktor ciągle myślał jak jego rozmówca niesamowicie sprytnie wyliczył czas i że po takiej audycji redaktor na pewno straci pracę w radiu. Następnego ranka jednak z cenzury nie było żadnego sygnału. Po kilku dniach niepewności redaktor dowiedział się, że w czasie audycji był jakiś mecz i cenzorzy byli nim zajęci.

Jak znam Ducha Świętego to radiosłuchacz nawet nie patrzył na zegarek. Tylko z Bogiem takie rzeczy są możliwe, Najwyższy nawet o pracę redaktora zadbał. Jeśli wiesz, kim był dzwoniący wówczas do radia wierzący – daj znać.

Pastor Michał